4000 zł za wizytę u weterynarza. Polacy nigdy wcześniej nie wydawali na swoje zwierzęta tyle co dziś.
top of page

4000 zł za wizytę u weterynarza. Polacy nigdy wcześniej nie wydawali na swoje zwierzęta tyle co dziś. 

  • 4 dni temu
  • 2 minut(y) czytania

Jest wtorek, godzina 22:37. Pies nagle przestaje stawać na tylną łapę. Jeszcze kilka godzin wcześniej wszystko wyglądało normalnie - spacer, zabawa, kolacja. Teraz każde ruch wywołuje skowyt bólu.

Właściciel jedzie do całodobowej kliniki weterynaryjnej. Badanie, zdjęcie RTG, konsultacja ortopedyczna. Po kilkudziesięciu minutach pada diagnoza: prawdopodobne zerwanie więzadła krzyżowego. Potrzebna będzie operacja.

– Ile to będzie kosztować? – pyta.

– Od czterech do sześciu tysięcy złotych.

To moment, którego doświadcza dziś coraz więcej właścicieli zwierząt w Polsce. Nie dlatego, że zwierzęta chorują częściej niż kiedyś. Wręcz przeciwnie. Problem polega na tym, że weterynaria zrobiła ogromny krok naprzód.

Jeszcze kilkanaście lat temu większość leczenia ograniczała się do podstawowych zabiegów i diagnostyki. Dziś wiele klinik przypomina nowoczesne szpitale. Tomografia komputerowa, rezonans magnetyczny, chirurgia ortopedyczna, kardiologia, neurologia czy leczenie onkologiczne stają się standardem w coraz większej liczbie placówek. Zwierzęta żyją dłużej i mają dostęp do terapii, które jeszcze niedawno były poza zasięgiem medycyny weterynaryjnej.




Postęp ma jednak swoją cenę.


Operacja ortopedyczna może kosztować od kilku do nawet kilkunastu tysięcy złotych. Diagnostyka neurologiczna wraz z rezonansem magnetycznym często przekracza kilka tysięcy złotych jeszcze przed rozpoczęciem leczenia. Terapia onkologiczna oznacza niekiedy wielomiesięczne wydatki liczone w tysiącach złotych miesięcznie. Dobowy pobyt w klinice intensywnej opieki weterynaryjnej potrafi kosztować więcej niż rodzinny weekendowy wyjazd.

Dla właścicieli zwierząt najtrudniejsze jest to, że takie wydatki pojawiają się nagle. Nikt nie planuje w domowym budżecie operacji psa za 8000 zł ani leczenia kota po wypadku za kilka tysięcy złotych. Tymczasem wystarczy jeden spacer, jedno niefortunne lądowanie po skoku czy jedna diagnoza, aby rachunek urósł do poziomu, którego większość rodzin nie jest w stanie pokryć od ręki.

W gabinetach weterynaryjnych coraz częściej dochodzi więc do rozmów, które tylko częściowo dotyczą medycyny. Lekarz przedstawia możliwości leczenia, rokowania i plan terapii. Potem pojawia się druga część rozmowy – o kosztach.


Czy właściciela stać na leczenie?


To pytanie, którego nie zadaje się głośno, ale które często decyduje o dalszych losach zwierzęcia.

Lekarze weterynarii od lat zwracają uwagę na zjawisko, o którym rzadko mówi się publicznie. Zdarzają się sytuacje, w których istnieje skuteczna metoda leczenia, dostępny jest specjalista, a rokowania są dobre. Jedyną przeszkodą pozostają pieniądze. Wówczas decyzja medyczna staje się decyzją finansową.


Dla wielu właścicieli jest to najtrudniejszy moment związany z opieką nad zwierzęciem. Psy i koty są dziś traktowane jak członkowie rodziny. Kiedy pojawia się szansa na uratowanie ich zdrowia, niewielu ludzi chce rezygnować z leczenia. Nie każdy jednak dysponuje oszczędnościami pozwalającymi wydać kilka lub kilkanaście tysięcy złotych w ciągu kilku dni.

Paradoks polega na tym, że problem będzie narastał. Rosną koszty pracy, energii i specjalistycznego sprzętu medycznego. Kliniki inwestują w nowoczesną diagnostykę i coraz bardziej wyspecjalizowane zespoły lekarzy. To wszystko poprawia jakość leczenia, ale jednocześnie podnosi jego cenę.

Polacy nigdy wcześniej nie wydawali na swoje zwierzęta tyle co dziś. Kupują lepszą karmę, korzystają z profilaktyki, regularnych badań i konsultacji specjalistycznych. Jednocześnie wielu z nich wciąż nie zdaje sobie sprawy, jak kosztowne może okazać się leczenie poważnej choroby lub nagłego urazu.


Firmy takie jak VetApp pracują nad uproszczeniem dostępu do ubezpieczeń weterynaryjnych, jednak niezależnie od tego, jak będzie rozwijał się ten rynek, jedno wydaje się pewne. Wraz z rozwojem nowoczesnej weterynarii coraz więcej właścicieli zwierząt stanie przed sytuacją, w której pytanie „czy można leczyć?” zostanie zastąpione znacznie trudniejszym pytaniem: „czy nas na to stać?”.




bottom of page